Polski podróżnik zmarł w Rosji. Jego ciało znaleziono w hotelu
"Od kilku lat realizuję jedno marzenie: samotnie pokonać trzy największe żywioły Świata na rowerze. Sahara, Himalaje, SYBERIA- 2026- styczeń. Jakuck→Ojmiakon (~1000 km). Zima. Ekstremalne chłody. Średnia temperatura: -50°C. Najzimniejsze zamieszkane przez człowieka miejsce na Ziemi: -71,2°C. Samotność. Namiot. Dzika zwierzyna" – ogłosił Adam Borejko 3 stycznia. Na Instagramie pokazywał kolejne etapy swojej wyprawy.
"Targ rybny w Jakucku przy -32 °C. Miejsce uważane jest za najzimniejsze miasto na świecie. Zimowe temperatury w tym odległym mieście na wschodzie Syberii mogą spaść do ponad -50°C" – tak opisał nagranie z 24 stycznia. Później opublikował jeszcze m.in. taki wpis: "Pierwszą noc spędziłem w Tiungiuliu w barze i hotelu przydrożnym. Następnego dnia w wiosce Nuoragana w szkole zostałem nakarmiony i poczęstowany herbatą. Wysuszyłem swoje rzeczy oraz trochę odpocząłem".
Personel hotelu znalazł ciało
Niestety, polski podróżnik miał zostać znaleziony martwy w hotelu w Chandydze (osada w Jakucji). Informację o jego śmierci podał rosyjski serwis sakhaday.ru. Bloger-motocyklista "White Wolf", Marek Suslik, napisał w sieci, że rodzina zmarłego podróżnika dotarła już do Rosji i jest na miejscu.
Borejko ruszył w trasę 25 stycznia. Przez lata przygotowywał się do tej wyprawy, pokonując liczne przeszkody formalne, by uzyskać zgodę na wjazd do Rosji — podaje serwis sakhaday.ru. 49-letni Borejko był w dobrej kondycji fizycznej, a do swojej wyprawy szykował się długo i starannie. W Jakucku wziął udział w tradycyjnych kąpielach z okazji święta Chrztu Pańskiego. Przed główną wyprawą odbył także próbny, dwudniowy wyjazd z noclegiem w namiocie nad rzeką Leną.
"Już wiem, że nie będzie łatwo i to będzie najtrudniejsze przeżycie w moim życiu. Pojawiły się drobne problemy zdrowotne. Oby udało się wrócić w jednym kawałku. Za 9 godzin wsiadam na rower i ruszam w trasę: Jakuck-Ojmiakon" – relacjonował Adam w sieci.